Nearshoring polega na przenoszeniu produkcji lub kluczowych etapów łańcucha dostaw bliżej rynku docelowego, najczęściej do krajów geograficznie sąsiadujących lub znajdujących się w tym samym regionie gospodarczym. W przypadku Europy oznacza to relokację procesów z Azji do Europy Środkowo-Wschodniej, Bałkanów czy Turcji.
Z perspektywy polskich przedsiębiorstw nearshoring niesie kilka wymiernych korzyści:
- redukcję lead time’ów – skrócenie czasu transportu z kilku tygodni do kilku dni,
- większą przewidywalność dostaw – mniejsza podatność na zakłócenia morskie i portowe,
- łatwiejszą kontrolę jakości – możliwość częstszych audytów i bezpośredniej współpracy operacyjnej,
- lepsze dopasowanie produkcji do popytu – krótsze serie, szybsze reagowanie na zmiany rynkowe.
Co istotne, nearshoring nie zawsze oznacza wzrost kosztów całkowitych. Choć koszt pracy bywa wyższy niż w Azji, to niższe koszty zapasów, transportu, ubezpieczeń i przestojów często kompensują różnicę cenową, poprawiając całkowity koszt posiadania (TCO).
Friendshoring – bezpieczeństwo polityczne jako nowy parametr logistyczny
Friendshoring idzie o krok dalej niż nearshoring. O ile ten pierwszy koncentruje się na geografii, o tyle friendshoring opiera się na zaufaniu politycznym, stabilności regulacyjnej i wspólnych wartościach gospodarczych. Produkcja i zaopatrzenie są lokowane w krajach uznawanych za „przyjazne”, niezależnie od ich położenia geograficznego.
W praktyce oznacza to:
- unikanie państw o wysokim ryzyku sankcji, nacjonalizacji lub ingerencji państwowej,
- preferowanie rynków objętych podobnymi standardami prawnymi i handlowymi (UE, EOG, USA),
- ograniczanie zależności od jednego, dominującego dostawcy lub regionu.
Dla polskich firm friendshoring ma szczególne znaczenie w branżach wrażliwych: przemyśle obronnym, energetyce, farmacji, elektronice czy sektorze infrastrukturalnym. W tych obszarach ciągłość dostaw staje się kwestią strategiczną, a nie wyłącznie operacyjną.
Polska jako beneficjent nowej architektury łańcuchów dostaw
Polska, dzięki swojemu położeniu, zapleczu przemysłowemu i członkostwu w Unii Europejskiej, znajduje się w wyjątkowo korzystnej pozycji. Coraz częściej pełni rolę hubu nearshoringowego dla firm z Europy Zachodniej, które poszukują stabilnych i relatywnie konkurencyjnych lokalizacji produkcyjnych.
Kluczowe atuty Polski w tym kontekście to:
- rozwinięta infrastruktura logistyczna i magazynowa,
- dostęp do wykwalifikowanej kadry technicznej,
- integracja z jednolitym rynkiem UE,
- rosnące kompetencje w zakresie automatyzacji i Industry 4.0.
Jednocześnie polskie przedsiębiorstwa coraz częściej same korzystają z nearshoringu, dywersyfikując dostawców w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i stopniowo ograniczając nadmierną ekspozycję na Daleki Wschód.
Wyzwania i ograniczenia nowego modelu
Należy jednak podkreślić, że nearshoring i friendshoring nie są rozwiązaniami pozbawionymi wyzwań. Do najczęściej wskazywanych barier należą:
- ograniczona dostępność mocy produkcyjnych w regionie,
- presja płacowa i niedobory kadrowe,
- konieczność inwestycji w automatyzację i standaryzację procesów,
- dłuższy czas przejściowy związany z przebudową sieci dostaw.
Dlatego transformacja łańcucha dostaw powinna być procesem stopniowym, opartym na analizie ryzyka, mapowaniu dostawców i scenariuszach awaryjnych, a nie gwałtowną reakcją na pojedyncze kryzysy.
Nowa rzeczywistość czy strategiczna korekta?
Wszystko wskazuje na to, że nearshoring i friendshoring nie są chwilowym trendem, lecz trwałą zmianą paradygmatu zarządzania łańcuchami dostaw. Firmy, które w porę dostosują swoje strategie, zyskają nie tylko większą odporność operacyjną, ale również przewagę konkurencyjną opartą na elastyczności i stabilności.
Konkludując, dla polskich przedsiębiorstw skracanie i dywersyfikacja łańcuchów dostaw przestają być opcją – stają się koniecznością strategiczną w świecie, w którym koszt nie jest już jedynym ani nawet najważniejszym kryterium decyzji logistycznych.
